Strona główna
Akcja społeczna na rzecz  Kolei Dużych Prędkości w Polsce



18 września, 18:46

Kolejny pociąg TGV, z Chambery do Turynu. Wcześniej maszynista regionalnego ekspresu kursującego między Lyonem i Chambery pozwolił nam jechać w swojej kabinie. Noooo… Estetyczne to nie było, papiery na podłodze, brud i smary wszędzie, szyby tak zapaskudzone, że nie dało ich się wytłumaczyć ani tempem jazdy, ani kolejką do myjni – to był taki mały fragment „prawdziwego” PKP, z lekceważącym stosunkiem do wszystkiego, co jest państwowe, czyli niczyje. Młody maszynista w kabinie czuł się dość niezręcznie, mieliśmy wszak zgodę na filmowanie wystawioną przez jego szefów, więc patrzył na kamerę z lekkim przestrachem: co pokażemy, ten bałagan czy stan infrastruktury?   Czujemy już lekkie zmęczenie, to przecież kolejna doba spędzona w pociągach, na pewno w warunkach względnego komfortu, ale jednak – w podróży. TGV usypia, już nawet nie chce nam się obserwować wyścigu pociągu z samolotem – lecą/jadą łeb w łeb! Mamy fragment na kasecie, ale… nuda, panie… same ładne pociągi… same szybkie pociągi… żadnych spóźnień…   I nagle bach: stoimy na małej stacji, stoimy i stoimy, wreszcie dobija do nas mały regionalny pociąg, przesiadają się do naszego TGV dwie osoby i możemy ruszać dalej. Przytrzymano szybką kolej tylko dlatego, że dwóch pasażerów mogło spóźnić się z przesiadką! Nie dziwi mnie to już, bo przecież i w polskich pociągach coraz częściej pojawia się magiczne słowo „skomunikowanie”, ale fakt – wyglądało to zaskakująco. My na szczęście nie musieliśmy do tej pory prosić o zatrzymanie pociągów. Suma spóźnień nie przekracza jeszcze 17 minut. A przejechaliśmy już ponad 4 tysiące kilometrów!