Strona główna
Akcja społeczna na rzecz  Kolei Dużych Prędkości w Polsce



5 listopada 2009 - Dziś na smutno

Trochę mnie podłamał widok komisji sejmowej zajmującej się sprawami infrastruktury kolejowej, która na swoim posiedzeniu zajmowała się sprawami Grupy PKP. Czując wiszącą w sali atmosferę politycznej siekiery widziałem raczej ludzi, którzy gotowi są skoczyć sobie do oczu, a nie rozwiązać jakiś problem, podsunąć nową koncepcję, zmienić cokolwiek. Debata nad stanem zawsze jest gorsza – i łatwiejsza – od debaty nad przyszłością.   Jeden ze związkowców powiedział: budujmy linie kolejowe, szybkie linie. Wiceminister Engelhardt potwierdził – to nas czeka, to jest przed nami. Tu się zgadzamy, ale parcia na ten cel nie widzę. Niedługo minie rok od daty wydania rozporządzenia Rady Ministrów w sprawie powołania spółki KDP… Rozporządzenie jest, spółki nie ma. Fakt, nawet mnie to cieszy, bo rozporządzenie zakłada budowę KDP w strukturach Polskich Kolei Państwowych, a ja jestem przeciwnikiem takiego rozwiązania. Zwłaszcza po wczorajszym wystąpieniu prezesa Polskich Linii Kolejowych, który mówił o ogromie problemów z restrukturyzacją, jakie stoją przed jego spółką. W takiej sytuacji – mimo ogromnego  emocjonalnego zaangażowania Zbigniewa Szafrańskiego w ideę budowy Ygreka – nie ma co wierzyć, że firma podoła temu przedsięwzięciu. Jak, w jaki sposób, jeśli sam jej prezes mówi o hydrze hiperbiurokracji, z którą toczy właśnie bój? W jaki sposób, jeśli PLK powinna skoncentrować się na własnych problemach – nie tylko z modernizacja linii, ale także np. z informatyzacją.   Senator Kogut, z właściwą sobie swadą, podrzucił warunek, którego spełnienie pchnęłoby kolej na lepsze tory – 0,2 procent rocznego PKB na wydatki w sferze transportu kolejowego. Ktoś powiedział – pięć miliardów rocznie… Z boku ktoś przytomny dodał: chyba na stare pieniądze. Ale te wypowiedzi dotykają sedna sprawy. To politycy muszą zdecydować o poprawie na polskich torach. Nikt ich nie zwolni od odpowiedzialności, nawet mało udane obrady komisji nie będą tu usprawiedliwieniem. Bo   trzeba to powiedzieć jasno: nie było wczoraj widać siły kolejowego lobby w Sejmie. Nie widziałem chęci rozwiązania problemów, raczej jakąś podskórną wojnę o podział rynku, o strefy wpływów, o interesy polskich i zagranicznych przewoźników. Trudno powiedzieć w czym tkwi problem, kto o co walczy, ale poza mało skrywaną walką o odwołanie kierownictwa Grupy PKP nie widziałem na sali nic konstruktywnego. Żadnego wniosku, który popychałby sprawy kolejowe do przodu.   Więc gdzie tu mówić o KDP? I czy w ogóle mówić? – tak sobie wczoraj pomyślałem. Może naprawdę powinno się to wszystko zaorać, rozwiązać, puścić autobusy, a zaoszczędzone pieniądze rzucić na drogi. I z głowy.