To częsty argument przeciwników KDP: nie stać nas na modernizacje istniejących linii kolejowych, a ma nas być stać na wielki wydatek związany z KDP?
Odpowiadam niezmiennie tak samo. Nie stać nas na prowizorkę, która trwa już kilkadziesiąt lat. Gdyby nakłady na infrastrukturę kolejową miały wymiar taki sam, jak w Unii Europejskiej, stać by nas było i na modernizację, i na budowę nowych linii. To kwestia polityki władz państwa – sposobu podziału istniejących funduszy oraz wyznaczonych priorytetów.
Powtórzę – nie chcemy występować przeciwko budowie autostrad, chcemy jedynie powrotu do zasady zrównoważonego transportu.
Przypomnę: w Unii Europejskiej standardem jest przekazywanie na inwestycje kolejowe około 40 procent łącznych nakładów inwestycyjnych na transport. W Polsce te proporcje są wykoślawione: w roku 2009 na budowę dróg przeznaczono ponad 32 miliardy złotych, na linie kolejowe – dziesięć razy mniej!!!
Są zatem publiczne pieniądze (nie ma odpowiedniego systemu ich dystrybucji…), są również środki unijne, których akurat kolej nie wykorzystuje w nadmiarze.
Jest również pierwszy projekt KDP – tak zwany Projekt Y. Linia szybkich kolei łącząca Warszawę z Łodzią i dalej do Wrocławia z rozgałęzieniem na południu Wielkopolski w kierunku Poznania i w przyszłości do Szczecina. Druga nitka KDP to szlak ze Śląska i Krakowa, po Centralnej Magistrali Kolejowej, do Warszawy i dalej w kierunku Trójmiasta.
Takim sposobem mielibyśmy szkielet KDP. Łączymy duże miasta siecią najszybszych pociągów, które – i tu zwykle urywało się koncepcyjne myślenie – mogą następnie przemieszczać się do mniejszych aglomeracji. Tak jak we Francji, gdzie sieć TGV łączy aż ponad sto miast. Na głównych odcinkach pociągi jeżdżą z prędkością 300 km/h, na pozostałych szlakach osiągają prędkość 160 km/h. Ale nadal jest to ta sama TGV, ta sama jakość, ten sam komfort!
Przekładając to na język polskich realiów… Pociąg KDP jedzie z Zielonej Góry do Poznania z prędkością 100-160 km/h, potem z Poznania do Warszawy z prędkością dwa razy większą i dalej – w kierunku Białegostoku lub Lublina, wolniej, ale tak samo komfortowo.
Linie regionalne, linie pociągów PKP Intercity uzupełniają ten system – dowożą pasażerów do głównych stacji, stanowią tańszą (i wolniejszą) alternatywę dla osób mniej zamożnych i wymagających, są częścią systemu KDP, a nie jego ubogim krewnym.
Można połączyć w jedną całość starania modernizujące polską sieć kolejową i nowy pomysł na KDP. Potrzebna jest jedynie wyobraźnia i wola polityków. Potrzebny jest również społeczny nacisk: jeśli my tego będziemy chcieli, politycy nie będą chyba mieli innego wyjścia…